Krytyka Polityczna to niezły przykład jak na lewackiej ideologii można robić biznes, biznes niestety na koszt polskich podatników. Do Krytyki Politycznej pieniądze leją się wręcz strumieniami, z polskich ministerstw, w tym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To generalnie kpina, że ministerstwo o takiej nazwie wspiera lewaków, którzy z polskim dziedzictwem narodowym nie mają nic wspólnego, którzy publikują dzieła Lenina, dla których polskość jest wstrętna, którzy nie chcą niepodległej Polski a są za rozmyciem się jej w strukturach europejskich. To też świadczy o ministrze Zdrojewskim i jego podwładnych kogo finansują.

Krytykę Polityczną ponadto finansuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Pracy, Narodowe Centrum Kultury, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Instytut Ksiązki, Miasto Warszawa, Miasto Gdańsk i inne państwowe bądź samorządowe instytucje. Dotacje idą rocznie w setkach tysięcy złotych publicznych pieniędzy!

Piszę o tym przy okazji małego spięcia w redakcji KP – wyrzucenia z niej jednego z autorów – Tomasza Piątka za jego interwencję u reklamodawców Do Rzeczy i próbę wymuszenia rezygnacji z reklamowania się tam. Lewacy przestraszyli się odwetu. Warto też zwrócić uwagę na finansowanie Krytyki przez różne niemieckie fundacje:

„Przez to, co zrobiłeś każdy prawicowiec mógłby zacząć pisać listy
do
każdego naszego grantodawcy zniechęcające go do finansowania nas i
czuć się w tym usprawiedliwiony. Wystarczy, że młody Wildstein swoje
zarzuty, że jesteśmy antysemitami (stawiał takie), zamiast na blogu
napisze w liście do szefów jednej z kilku niemieckich fundacji, które
przyznają nam środki na różne działania. Szczególnie za granicą
nikt
nie musi wiedzieć, czy nas okradziono czy myśmy ukradli, i gdyby kilku
znaczących ludzi z Polski, np. były szef telewizji publicznej
Wildstein i były szef najdłużej ukazującego się dziennika w Polsce
Lisicki i były minister kultury Ujazdowski takie listy podpisywali, to
mogą nam bardzo zaszkodzić.”

To fragment korespondencji autorstwa osoby decyzyjnej z KP upubliczniony przez wyrzuconego Piątka.

Swoją drogą inspirujący fragment 🙂

Reklamy

Jaki serwis blogowy wybrać?

Posted: Wrzesień 24, 2013 in Uncategorized

Postanowiłem włączyć się do tzw. blogosfery. Przez lata byłem dyskutantem kilku for internetowych, ale ich już nie ma. Chyba czas i popularność for już minął na rzecz właśnie blogów i serwisów społecznościowych? Kolejna forma aktywności to komentowanie artykułów  w serwisach internetowych zarówno tych największych portali, różnych ich odnóg jak i wielu pomniejszych serwisów tematycznych. Jednakże w tym przypadku można rzec, że para idzie w gwizdek – patrząc z długiej perspektywy. Poświęca się czas na pisanie komentarzy, które czasem mogłyby być małymi artykułami, poświęca czas na dyskusje, ale tak naprawdę nie buduje się tym własnej tożsamości w internecie, własnego miejsca.

Przychodzi pytanie gdzie tego bloga pisać? Zacząłem na wordpress.com, ale to domena międzynarodowa pozwalająca na pisanie autonomicznego bloga, a nie  krajowy serwis blogowy sam w sobie promujący treści blogów. Przy braku promowania bloga na własną rękę wynikiem jest pisanie bloga dla samego siebie (ewentualnie skromnych wejść z google) i z czasem jego zaniechanie. Tym razem chciałbym chciałbym nieco zwiększyć zasięg odbiorców. Blog ma dotyczyć spraw ogólnospołecznych, komentowania bieżących wydarzeń, historii, gospodarki, technologii, itd.

Między innymi sprawdzałem takie blogi jak:

  1. Salon24 – dość mainstreamowy, miękka prawica chyba?
  2. Nowy Ekran (obecnie nowyekran net i neon24) – oskarżenia o współpracę ze służbami, skłócenie właściciela R. Opary z redakcją, jak i chyba z niektórymi narodowcami?
  3. 3obieg (nowyekran pl, 3obieg) – twórca serwisu to były merytoryczny twórca Nowego ekranu, ale pokłócił się zarówno z właścicielem nowego ekranu jak i ze współwłaścicielami spółki nowego projektu, dwa razy wycinając ten sam numer z domeną. Także mimo pewnego talentu osoba raczej niewiarygodna.
  4. Niepoprawni – nieco uboższy wizualnie, ktoś pisał, że syjoniści?
  5. Prawica net – dość mały zasięg,
  6. Niezalezna – to twór Gazety Polskiej, więc niekoniecznie się z nimi utożsamiam.
  7. Dorzucę jeszcze frondę…

Gdzie jest najlepsze miejsce dla osoby o poglądach konserwatywnych i narodowych? Gdzie będzie można uzyskać największą poczytność? Pisać na wielu blogach, na kilku, mieć jeden główny? Co o tym myślicie?

Duchowieństwo ukraińskie wschodnich terenów Rzeczypospolitej, czyli duchowieństwo obrządku grekokatolickiego, było w dużej mierze wrogo nastawione do Polski. Duchowni byli w latach20-stych i 30-stych często jednymi z nielicznych wykształconych ludzi w miejscowości. To oni byli krzewicielami ukraińskości, przypominali ukraińską historię i tożsamość. Znaczna liczba ukraińskich duchownych wykazywała się w swej praktycznej działalności nielojalnością wobec państwa polskiego, krzewiąc naukę nakierowaną negatywnie do polskiej państwowości i prowadząc wrogą działalność. Wspierali działaczy terrorystycznych wobec Polaków organizacji UWO (Ukraińska Wojskowa Organizacja) i OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów), udzielali miejsca na spotkania.

Często organizowane msze były bardziej wiecami politycznymi niż obrzędami religijnymi. A święta kościelne były okazją do narodowych manifestacji politycznych. Polskich świąt państwowych nie obchodzono z takimi honorami, często też odmawiano prowadzenia  modlitwy za pomyślność Rzeczypospolitej i prezydenta (co wynikało z postanowień konkordatu), niechętny stosunek był do pieśni Boże coś Polskę, niektórzy duchowni wprost starali się by jej nie wykonywano.

Duchowym przywódcą nacjonalistów i najwybitniejszym spośród ukraińskich niepodległościowych duchownych był metropolita lwowski ks. Andrzej Szeptycki. Był on organizatorem narodowych organizacji katolickich i instytucji tylko dla Ukraińców. Zabiegał o wzrost wpływów cerkwi grekokatolickiej wśród prawosławnych i ludności obrządku wschodnio-bizantyjskiego (Rusini). Prowadził działania których zwieńczeniem miało być w przyszłości zjednoczenie ziem ukraińskich (wschodnia Ukraina w ZSRR) i uzyskanie niepodległości.  Niektórzy badacze zarzucają mu zbyt pasywną postawę w czasie mordów na Polakach, brak wyraźnego potępienia mordów, a krytykę wobec działań OUN bardziej jako krytykę sposobu działania ukraińskich nacjonalistów, który może być szkodliwy dla ukraińskiej sprawy, niż jako potępienie ich zbrodniczej działalności. Bardziej umiarkowanym, ostrzegającym przed nacjonalizmem był biskup stanisławowski Grzegorz Chomyszyn.

Ukraińscy duchowni działali również na polu międzynarodowym, w Europie, USA i Kanadzie, przedstawiając niekorzystne dla Polski opinie na swój temat.

Przykłady wrogich działań:

Nieprzestrzeganie postanowień konkordatu, niechęć do śpiewania Boże coś Polskę i innych polskich pieśni patriotycznych, dyskryminowanie Polaków  obrządku grekokatolickiego.

Chęć ukrainizacji Cerkwi prawosławnej i unitów obrządku słowiańskiego. Niechęć do łacinników (nawróconych z prawosławia na katolicyzm).  Chęć przejęcia kościołów prawosławnych (choć wcześniej przed zaborami były one katolickie). Niechętnie patrzono na latynizację kościoła grekokatolickiego na Chełmszyczyźnie. Wyznawców obrządku wschodniosłowiańskiego starano się ukrainizować. Starania ukrainizacyjne obejmowały Chełmszczyznę, Wołyń, Polesie. Walczono z polonizacją cerkwi prawosławnej na terenie byłego zaboru rosyjskiego, gdzie dawni unici zostali zmuszeni przez władze carskie do przejścia na prawosławie. W domu posługiwali się językiem polskim, to im prawosławny metropolita Dionizy zezwolił śpiewać Boże coś Polskę, co spotkało się z niezadowoleniem ukraińskich duchownych. Chęć ukrainizacji Łemków…

Duchowni ukraińscy przynależeli również do UPA i udzielali pomocy członkom UPA.

Odprawiano mszy żałobne (panichidy)  i modły za poległych w walce z Polakami, straconych za terror w nieprzyjaznym tonie do Polaków. Teksty typu pomódlmy się za pomordowanych przez Polaków za wolność ojców.

Sabotowano obchody polskich świąt państwowych, np. nie chciano odprawić zamówionej mszy w intencji Polski 11 listopada.

Okazywanie niechęci księżom rzymskokatolickim i wszystkim Polakom – np. nieudostępnianie sal ludności polskiej, niedopuszczenie do powitania biskupa r-k przez wiernych w cerkwi, ominięcie bramy triumfalnej na przywitanie biskupa grekokatolickiego przez Polaków i wiele innych.

Szowinizm grekokatolicki w szkole – dezaprobata dla wyznania rzymskokatolickiego i wszystkiego co polskie okazywana w szkole przez duchownych gr-k.

Wielu przywódców UPA było synami popów lub ich matki były córkami popów… (Konowalec, Melnyk, Bandera, Szuchewycz).

 

Narodowości II RP i rozmieszczenie ludności polskiej:

Liczebność Polaków na Kresach ogółem

Posted: Czerwiec 19, 2011 in Kresy

Na przełomie lat 20 i 30-stych w Polsce wschodniej (między linią Curzona a granicą z Traktatu Ryskiego) mieszkało 3,15 mln Polaków. Na wschód od granicy II RP w Rep. Litewskiej mieszkało 65 tys. Polaków, Rep. Łotewskiej 60 tys. Polaków, Białoruskiej SRS 97,5 tys., w Ukraińskiej 476 tys. Polaków.

Łącznie Polaków na całym rozpatrywanym obszarze było na przełomie lat 20/30 ponad 3,8 mln, przy 48,7 mln całkowitej liczby ludności.

Prawie 82% polskiej ludności kresowej mieszkało na ziemiach między linią Curzona a granicą z traktatu ryskiego. W tym 377,5 tys. na obszarze należącym dziś do Litwy, 1062,1 tys. (kryterium wyznaniowe) do Białorusi, 1710,4 tys. (kryterium wyznaniowe) do Ukrainy.

Ocenia się, że na początku lat 30-stych w II RP i w bezpośrednim sąsiedztwie mieszkało 25 mln Polaków, z czego 4 mln stanowią Polacy kresowi (16% polskiej populacji).

Można oceniać,  biorąc pod uwagę przyrost naturalny, że przed wybuchem II wojny światowej na Kresach mieszkało 4,2 mln Polaków.

STRATY

Wyniki spisu z 1959 r. wykazały, że na terytorium czterech republik radzieckich zamieszkuje 1192 tys. ludności polskiej. Straty były więc ogromne i wynosiły około 3 mln ludności narodowości polskiej. W Rep. Litewskiej wykazano 230 tys., Rep. Białoruskiej 538,9 tys., Rep. Ukraińskiej 363 tys. i w Rep. Łotewskiej 59,8 tys. Polaków.

Według oficjalnych danych w zorganizowanej repatriacji wzięło udział 1526  tys. Polaków. Jednak w rzeczywistości repatriantów z Kresów było znacznie więcej. Spis z 1950 r. wykazał 2152 tys. osób pochodzących z ziem utraconych. Ludzie opuszczali ziemie rodzinne na różne sposoby, część z armią gen. Andersa. Szacuje się że łącznie było to 2,3 mln osób.

Przyjmuje się że około 0,5 mln osób utraciło życie w wyniku represji stalinowskich i działań wojennych Sowietów i Niemców oraz terroru ukraińskich nacjonalistów.

Można było oczekiwać, biorąc  pod uwagę przyrost naturalny, że spis Polaków z 1959 r. na dawnych Kresach wykaże ok 1,7 mln, wykazał zaś około 1,2 mln. Można przypuszczać,że w nowych warunkach politycznych część zataiła a część po prostu zatraciła polską narodowość.

Największe straty biologiczne poniosła ludność polska w Ukraińskiej SRS. Na terenach należących przed wojną do Polski, po wojnie zostało 97 tys. Polaków, za Zbruczem 265 tys. W ciągu kilkunastu lat liczba Polaków zmniejszyła się tam o 1,8 mln. Polacy przestali odgrywać tam jakąkolwiek rolę. Działania eksterminacyjne nacjonalistów ukraińskich przyniosły efekty: część Polaków zamordowano, resztę zmuszono do masowej ucieczki.

Na obszarze północno-wschodnim kwestie narodowościowe nie doprowadziły aż do takich drastycznych skutków. Stąd więcej osób zostało. Łącznie w Białoruskiej SRS i Litewskiej SRS zostało 769 tys. osób, czyli około połowa stanu wcześniejszego.Straty nie były aż tak miażdżące jak na kresach południowo-wschodnich.

Dawna najbogatsza i najlepiej wykształcona grupa narodowościowa została całkowicie zmarginalizowana!

Przed I wojną światową Kresy południowo wschodnie znajdowały się w rękach dwóch państw – Austrii i Rosji.

Ludność polska na Kresach południowo-wschodnich poniosła duże straty, w wyniku działań wojennych I wojny św., a zwłaszcza w wyniku działań bolszewików – m. in. konfiskat dóbr ziemskich na terenach należących do ZSRR.

Po I wojnie światowej część ziem znalazła się w granicach Polski, a część stanowiła Ukraińską SRS.

Na obszarze należącym w okresie międzywojennym do Rzeczypospolitej osoby narodowości polskiej były stosunkowo bardziej rozproszone niż na analogicznych obszarach należących obecnie do Białorusi i Ukrainy. Można przyjąć, że rozmieszczenie narodowościowe miało układ równoleżnikowy. Województwo wołyńskie miało charakter etnicznie ukraiński. Polacy stanowili tam ziemiaństwo i mieszkańców miast. Według spisu z 1931 r. było ich ok. 350 tys. (15%).

Środkowa i wschodnia (zachodnia jest w granicach Polski) część województwa lwowskiego i województwo tarnopolskie (zachodnie Podole) była zamieszkała przez większą procentowo i bezwzględnie liczbę ludności polskiej w porównaniu z wołyńskim.  Do języka polskiego jako ojczystego przyznawała się w badaniach z 1931 r.  prawie połowa mieszkańców tego obszaru, ponad 1/3 mieszkańców była rzymskimi katolikami (języka polskiego używali liczni Żydzi).  Najwięcej Polaków było we Lwowie (63% używających j. polskiego, 11% j. ukraińskiego), Tarnopolu, Trembowli i Skałacie. Relatywnie mniej ludności polskiej było w powiatach leżących na zachodzie, w pobliżu granicy z obecną Polską.

Przyjmując jako narodowościowe kryterium wyznaniowe, na omawianym obszarze mieszkało 3,1 mln mieszkańców, w tym 1,1 mln Polaków wyznania rzymskokatolickiego (35% ludności).  Ukraińców było około 55%. Ludność polska cechowała się wyższym poziomem wykształcenia i zamożnością.

Województwo stanisławowskie miało podobny charakter jak wołyńskie. Polaków było ok. 250 tys. (ok. 15%).  Najwięcej było ich w Stanisławowie, Kołomyji i Tłumaczu (język polski ok 50% ludności, wyznanie r-k 20-30%).

Na całym obszarze 4 województw należącym obecnie do Ukrainy mieszkało około roku 1931 7 mln osób. Z tego 3,9 mln deklarowało j. rusiński, 2,2 mln j. polski. Natomiast wyznania rz-katolickiego było 1,7 mln osób. Uwzględniając czynniki językowy, wyznaniowy, ludność białoruską, procesy społeczne można przyjąć, że Polaków było 1,8 mln (25%) a Ukraińców 4,35 mln (62%).

Natomiast w Ukraińskiej SRS według spisu z 1926 r. na 29 mln mieszkańców Polaków było 476 tys.

II wojna światowa przyniosła straty ludnościowe w wyniku działań wojennych, mordy ukraińskich nacjonalistów na Polakach, utratę tych ziem po decyzjach w Jałcie, ucieczkę Polaków do Polski, procesy depolonizacyjne.

Rezultatem tego jest prawie całkowity zanik ludności polskiej na byłych polskich obszarach należących obecnie do Ukrainy.

Spis ludności z 1959 r. Wykazał na terytorium całej Ukraińskiej SRS łącznie z obszarami zabranymi Polsce nieco ponad 363 tys. ludności polskiej, gdzie w 1939 r. było jej 2,5 mln.

W województwach, które przed wojną należały do Polski i zamieszkiwało je w 1931 r.ok 1, 8 mln ludności polskiej, w 1959 r. zamieszkiwało je 97 tys. Polaków. Udział Ukraińców wzrósł z 62% do 92%.

Należy zaznaczyć, że rozpatrując terytorium całej Ukrainy, to najwięcej Polaków ostało się na terenach między Zbruczem a Dnieprem, czyli na ziemiach, które leżały na wschód od granic II RP. Łącznie według danych z 1959 r. zamieszkiwało te ziemie ponad 250 tys. Polaków, najwięcej w obwodzie żytomierskim (ponad 100 tys.) i chmielnickim (70 tys.).  Z tego tylko część posługiwała się językiem polskim…

Z biegiem lat postępował proces ukrainizacji, najpierw przestawano używać języka polskiego publicznie, potem w domach. Młodzi wchodzą w mieszane związki małżeńskie. Kolejne generacje mają coraz rzadziej świadomość polskiej narodowości.

W 1989 r. narodowość polską deklarowało już tylko 219 tys. mieszkańców Ukrainy, z czego tylko 27 tys. uznawało język polski za ojczysty. Tylko w obwodzie lwowskim znany i używany jest język polski. Za Zbruczem język polski zanikł.

W obwodzie lwowskim mieszkało w 1989 r. 26,9 tys. Polaków (12,8 używa j. polskiego), w tarnopolskim 6,7 tys., żytomierskim 69,4 tys. i chmielnickim 36,7 tys.

We Lwowie w 1989 r. na 645 tys. mieszkańców Polaków jest około 10 tys. (1,2%). Dawniejsze polskie miasto jest obecnie jednym z najbardziej ukraińskich (79,6%) miast na Ukrainie.

Terytorium obecnej Litwy przed wojną należało do dwóch państw:  Republiki Litewskiej i Polski.

W przeprowadzonym spisie w 1923 r.  wykazano, że Republikę Litewską zamieszkuje 2 mln osób, w tym 65 tys. Polaków. Polscy badacze zakwestionowali te dane i według ich szacunków Republikę Litewską zamieszkiwało 200 tys. Polaków.

Przed wojną Wilno, powiat wileńsko-trocki oraz święciański należały do Rzeczypospolitej. Spisu z 1931 r. wykazał, żeobszar ten miał zdecydowanie polski charakter. Na łączną liczbę mieszkańców 546 tys. jako ojczysty język polski podało 377 tys. (70%).  Ludności litewskiej było około 10%!  

Ponieważ Litwini byli również katolikami, o przynależność narodowej decydował język. Chłopi posługujący się językiem litewskim w naturalny sposób przyjmowali świadomość narodową litewską. Natomiast chłopi rodowodu słowiańskiego mówiący różnymi dialektami polsko-białoruskimi będący wyznania katolickiego ulegali procesowi polonizacji, który zbliżał się do ostatecznego zakończenia.

Po wojnie Wileńszczyznę przyłączono do Litewskiej SRS. Część Polaków wyjechała do Polski, nastąpiły też procesy depolonizacyjne.

Według spisu z 1989 r. Litwę zamieszkiwało 3674 tys. osób. W tym 258 tys. Polaków, co stanowiło 7% ludności. Litwini stanowili około 80% mieszkańców.